Moja wierna mowo…
… bez ciebie kim jestem?
Tylko szklarzem gdzieś w odległym kraju…
Filozofem takim jak każdy.
Cz. Miłosz, Moja wierna mowo
24 września br. o godz. 9.00 rozpoczynają się zapisy młodzieży do Polskiej Szkoły w Don Bosco, 2 St. Andrew’s Blvd. w Etobicoke (na południe od 401 i Islington), by w każdą sobotę uczyła się języka ojczystego, literatury i historii polskiej.
Znamienne to wyzwanie w setną rocznicę urodzin Czesława Miłosza, który podobnie jak my, wiele lat spędził na obczyźnie. Pracował i „służył wiernej mowie”, uznając ją jednocześnie za swoją ojczyznę i „pośredniczkę między nim a dobrymi ludźmi, choćby ich było dwudziestu, dziesięciu, albo nie urodzili się jeszcze”. Będąc spadkobiercami tego dziedzictwa, „my niespokojni, ślepi i epoce wierni, gdzieś daleko idziemy… co było wielkie, małym się wydaje”, a przecież „gdzieś słońce wschodzi i kiedyś zapada…”.
„Najpierw pokochać trzeba to najbliżej, ojca i matkę, próg i szelest mowy, którym mówiłeś ufnie pierwszy pacierz, kiedy najbliżsi pochylali głowy… najpierw pokochać trzeba to najbliżej, by zapuściło głęboko korzenie, by kiedy przyjdzie choroba zwątpienia, zawsze bolało wierzbowie sumienie” — mówił niedawno w Kanadzie współczesny polski poeta Kazimierz J. Węgrzyn (Wierzbowe sumienie, 1979). Jakże bliska jest wielogłosowość krajobrazu wrosłego tak głęboko, że każdym nerwem czujemy jego znamię. Miłosz nazywał to „małą ojczyzną”. Stwierdzał, że „zakorzenienie jest stałą potrzebą natury ludzkiej. Może łączy się z prawami ludzkiego organizmu, a ściślej z prawami rytmu. To, co znane i swojskie pozwala utrzymywać ten sam rytm wewnętrzny, o którym mało wiemy, co nie znaczy, że nie istnieje”.
W Don Bosco budujemy nie tylko ojczyznę-polszczyznę, ale chodzi nam również o to, by „język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa; czasem był jak piorun jasny, prędki, a czasem smutny jako pieśń stepowa… aby przeleciał wszystko ducha skrzydłem” (J. Słowacki, Beniowski, 1841). We współczesnej rzeczywistości słowo nie może być tylko celem samym w sobie; musi być materiałem do opisu świata, bo godziny przy piórze leczą rany. Zwłaszcza tutaj i teraz młody Polak żyjący na obczyźnie, w „digital world” globalnej wioski powtarza donośnie za Tuwimem: „nade wszystko słowom naszym, zmienionym chytrze przez krętaczy, jedność przywrócić i prawdziwość” (J. Tuwim, Kwiaty polskie, 1949).
„Moja wierna mowo, może to jednak ja muszę ciebie ratować. Więc będę dalej stawiać przed tobą miseczki z kolorami jasnymi i czystymi jeżeli to możliwe, bo w szczęściu czy nieszczęściu potrzebny jakiś ład czy piękno” (Cz. Miłosz, Moja wierna mowo) — w Kanadzie, Etobicoke, Don Bosco, w każdą sobotę i… nie tylko.
Anna Bury
Toronto

