„Wokół serca”
Drugie zebranie Grupy ’95 Związku Polaków w Kanadzie
W mroźne popołudnie ostatniej niedzieli (5 lutego) spotkała się – pod wodzą swojego prezesa dr. Janusza Drzymały – Grupa ’95, która powstała miesiąc temu. W samym sercu polskiej kultury w Mississauga przy 4300 Cawthra Rd. – w Centrum im. Jana Pawła II, na głos przedsiębiorczej Romy Droździk otworzyła gościnne podwoje Sala Rycerzy Kolumba. Parafrazując znane hasło, można zatem powiedzieć: „Na słowie Rycerza polegaj jak na Zawiszy”. Z zapałem więc udali się do znanej przystani członkowie nowej Grupy na godzinę 16.00. Sympatyczne czaty przy wejściu sprawował Tadeusz Górecki, okazując wyrozumiałość nawet spóźnialskim, bo to przecież ożywione kulturą i podążającymi doń rodakami – niedzielne popołudnie.
Na zebranie przybyli: nowi ochotnicy do Grupy – Irena Jeżewska i Henryk Urbański, goście: prezes Związku Polaków w Kanadzie Danuta Warszawska z mężem Zygmuntem oraz „młodzi” niepokonani, czyli członkowie Grupy ’95. Spotkanie otworzył prezes Drzymała, podając jego plan oraz sygnalizując aktualności. Chwilą ciszy oddano cześć śp. o. Stanisławowi Bąkowi OMI – założycielowi i pierwszemu proboszczowi parafii św. Maksymiliana Kolbego. Następnie prezes Warszawska wespół z prezesem Drzymałą wręczyli legitymacje członkowskie nowym działaczom, życząc owocnej pracy i sukcesów. Istotnym ogniwem, pozwalającym na wymianę opinii, pomysłów, inicjatyw, stała się prezentacja konkretnych zamierzeń na przyszłość. W małych grupach przedstawiono między innymi potrzebę-konieczność: stworzenia klubu dyskusyjnego, małych form teatralnych, spotkania z ciekawymi ludźmi, koncertów muzycznych, działalności rekreacyjno-sportowej, czy też publicystycznej. Dyskusja była niezwykle ożywiona, gdyż – jak wiadomo – życie dyktuje swoje prawa i często zaskakuje niespodziankami. Bywa, że najbardziej śmiała wyobraźnia musi poddać się wręcz prozaicznym kłopotom. Zdarza się, że nawet przyroda sprawia figle. Zaplanowany bowiem na 12 lutego br. kulig-marzenie Romy Drzymały – i prawie już zorganizowany, nie może się odbyć z powodu braku… śniegu. „Ale nic to”, jak mawiał Wołodyjowski, bo rumaki zaprzęgnięte do imaginacji ’95 potrafią unieść nawet w odmęt kosmiczny. Sprzyjało temu pojawienie się wśród zebranych przewodniczącego Komisji Edukacyjnej, a zarazem administratora Centrum Jerzego Mazurka, który poinformował o aktualnej sytuacji ośrodka.
Prawdą jest, że entuzjazm łączący się z jego powstaniem nadal trwa, potwierdzają to liczne imprezy kulturalne i zajęcia dydaktyczne, jak również sportowe. Nadal jednak czeka wiele pomieszczeń na pomysł, działanie… ludzi. Sugestie pana Mazurka okazały się niezwykle cenne i interesujące. Mając lepsze rozeznanie całości, łatwiej o wnikliwą penetrację własnych możliwości, chęci i talentu, nawet wówczas gdy nie odkrywamy już Ameryki, ale może po raz kolejny – siebie. Zawisła więc refleksja w powietrzu, między konsolidacją sił a odnajdywaniem indywidualności. Fachowe rady prezes Warszawskiej wielokrotnie przekonywały o doświadczeniu i znajomości przedmiotu. Zaś pan Zygmunt, chociaż w milczeniu, bacznie obserwował rozwój historii, rejestrując – już tradycyjnie – jej zapis kamerą. Subtelne, lecz jakże wymowne akcenty ciszy dochodziły także z innych „miejsc” sali, układając się w rycerski pasjans „Kolumbów rocznik ’95” i sięgając poprzez analogię może do powieści Bratnego: „Kolumbowie rocznik 20?”…
„Jednością silni…” chciałoby się rzec w odzewie na wniosek scalenia sił i funduszy, wysunięty przez Grupę ZPwK w Brampton, i z nadzieją, że będzie to służyło wspólnemu dobru. Przebywanie razem, harmonia pracy i myśli, wspólne ideały są czynnikami solidaryzującymi. Należy je pielęgnować z równą troską, podobnie jak dba się o aromatyczny smak kawy, czy też specjały kuchni polskiej (było ich wiele, a ponad nimi królowały: tort serdeczności Elżbiety Zając i błękitny uśmiech Grażyny Kontowicz).
Pokrzepieni na duszy i ciele, uczestnicy spotkania dali się ponieść Pegazowi, który trącony prowokacyjnie zamysłem Romy Droździk rozpostarł swoje skrzydła o bibliotekę Teresy Szramek, by odnaleźć w niej – serce, człowieka i… życie! Poderwawszy zaś jądre mięśnie, puścił się niczym w cwał przez góry i lasy, oceany i przestworza do… Polski! Tutaj zaś, wśród swoich: Leśmiana, Szymborskiej, Iłłakowiczówny, Słowackiego, Brzechwy i Tuwima, Tetmajera, Sztaudyngera i Mickiewicza – szalał, wzbijał się w górę, w dal, w aluzje bez żaluzji, by wreszcie ulec Niepokonanej. Poezja ma siłę magiczną, ponadczasową, iluzoryczną i wieczną. Zarówno wówczas gdy jesteśmy w „dzieciństwie sielskim i anielskim”, czy też w balzakowskim wieku. Dowiedli tego po mistrzowsku: Barbara Sobala, Tadeusz Górecki, Irena Jeżewska, Teresa Budziłło, Marian Zając. A kiedy dla zmiany tonu pojawiła się Nasza Inwokacja, chociaż nie na paryskim bruku, w niejednej parze oczu błysnęły iskierki doznanego szczęścia. „Wszystkim się zdawało, że Wojski wciąż gra, a to echo grało”!, powtarzając ustami Teresy Szramek uniesienie miłosne Kazimierza Przerwy-Tetmajera: „Mów do mnie jeszcze, mów do mnie jeszcze, mów do mnie jeszcze…”.
W nastroju serdeczności – do zobaczenia w marcu, w Polskim Centrum Kultury w Mississauga, w Sali Kolumbów!
A.B.
